1Poranne słońce pomalowało Green Hill Zone na złoto. Falujące wzgórza lśniły niczym wypolerowane jabłka, a zakręcone drogi błyszczały w świetle. To miał być naprawdę wielki dzień — ale nie dla Sonica. To był ważny dzień dla Pipa.
2Pip był małym, puszystym króliczkiem z uszami, które opadały, gdy się denerwował. A teraz te uszy opadały wyjątkowo mocno. Stał przy wejściu do Szkoły na Wzgórzu z malutkim, drżącym na ramionach plecaczkiem. „A co, jeśli się przewrócę?” — szepnął Pip. „A jeśli wszyscy będą się śmiać?” W jego brzuszku latały motyle — ale wcale nie te wesołe.
3Nagle obok przemknęła niebieska smuga i zatrzymała się tuż przed nim. To był Sonic the Hedgehog, uśmiechający się najszerzej jak potrafił. „Wow! Wyglądasz, jakbyś połknął burzową chmurę,” powiedział Sonic. „Jestem Sonic. Co tam, nowy?”
4Uszy Pipa przykleiły się do głowy. „Jestem Pip,” wymamrotał cichutko. „Ja po prostu... nie lubię być szybki. A tu wszyscy wydają się tacy szybcy.” Sonic ukucnął, żeby spojrzeć Pipowi prosto w oczy. „Szybkość to nie wszystko,” powiedział — i naprawdę to miał na myśli. „Chodź. Wejdziemy razem.”
5Wewnątrz szkoły korytarze tętniły rozmowami. Tails pomachał z sali, a Amy zawołała radosne powitania. Knuckles skinął powoli i poważnie głową. Pip mrużył oczy patrząc na każdego z nich, jego nos poruszał się nerwowo. Wszyscy wydawali się bardzo pewni siebie.
6W klasie nauczycielka, pani Swallow, klasnęła w dłonie. „Dziś w Green Hill mamy Dzień Biegowej Zabawy! Każdy wybiera partnera i biegnie Trasą Tęczowej Pętli.” Pip poczuł, jak żołądek spada mu do tenisówek. Bieg. Oczywiście musiał to być bieg.
7„Partnerzy?” zawołała pani Swallow. Sonic przesunął swoje krzesło tuż obok Pipa. „Partnerzy,” powiedział po prostu, jakby to była najprostsza decyzja na świecie.
8Na szlaku Pip spojrzał na linię startu. Ścieżka wiła się po łagodnych pagórkach, przez tunel złotych kwiatów i wokół szerokiego, niebieskiego jeziora. Wyglądała pięknie. Ale też bardzo, bardzo długo. „Nie dam rady,” powiedział Pip. „Moje nogi robią się miękkie, kiedy próbuję szybko biec.”
9Sonic powoli skinął głową. „To nie biegniemy szybko,” powiedział. „Gotowy?” „Ale… ty zawsze biegniesz szybko,” odparł zdezorientowany Pip. Sonic wzruszył ramionami i się uśmiechnął. „Dziś biegnę tempem Pipa.” I ruszyli — nie w błyskawicznym tempie, nawet nie truchtem. Po prostu w spokojnym, sprężystym kroku. W tempie Pipa.
10Złote kwiaty łaskotały uszy Pipa, gdy przechodzili przez tunel. Z gałęzi nad nimi śpiewała rodzina modraszek. Nogi Pipa przestały się trząść. „Hej,” zdziwił się Pip, „to… całkiem przyjemne.” „Mówiłem,” mrugnął Sonic.
11Nagle ścieżka ostro skręciła, a noga Pipa zaczepiła o korzeń. Potknął się — i zatrzymał. Jego uszy opadły aż do ziemi. „Wiedziałem,” powiedział cicho. „Zawsze coś popsuję.”
12Sonic zatrzymał się tuż obok i usiadł na pokrytym mchem kamieniu. Nie był niecierpliwy. Nie poganiał do przodu. „Wiesz, ile razy rozbiłem się o ścianę, bo biegłem za szybko?” spytał Sonic. „Naprawdę dużo. Tak wstydliwie dużo.” Pip spojrzał na niego. „Naprawdę?” „Naprawdę.” Sonic wyciągnął do niego rękę. „Odwaga to nie biec tak, by się nie przewrócić. To podnieść się i spróbować jeszcze raz.” Pip spojrzał na wyciągniętą dłoń. Wziął głęboki oddech. Potem ujął rękę Sonica i wstał. I ruszyli ponownie — tempem Pipa, spokojnie i pewnie.
13Gdy zakręcili na ostatnim łuku, przed nimi pojawiła się szkoła, a grupka kolegów wiwatowała przy wstędze mety. Tails szeroko się uśmiechnął. Amy pomachała maleńką flagą. Knuckles pokazał oba kciuki w górę — co u Knucklesa było prawie jak parada. Pip poczuł w sercu coś ciepłego i jasnego. Ostatni odcinek przebiegł naprawdę — przebiegł! — wyrywając się przez wstążkę z radosnym „JUPI!”
14które aż go samego zaskoczyło. Pani Swallow zaklaskała. „Cudowne zakończenie!”
15Cała klasa zebrała się wokół. „Byłeś taki szybki na końcu!” zawołała Cleo. „A przeszedłeś przez tunel z kwiatami — ja zawsze boję się tam pszczół!”
16Po południu Sonic i Pip siedzieli razem na wzgórzu, patrząc, jak słońce zmienia Green Hill Zone w pomarańcz. „Dziękuję,” powiedział Pip, „że byłeś ze mną powolny.” Sonic lekko szturchnął go ramieniem. „Dziękuję, że mi pozwoliłeś. Zobaczyłem dziś gniazdo modraszek, którego nigdy wcześniej nie widziałem.” Pip się uśmiechnął. Motyle w jego brzuchu zniknęły. No... może został jeden. Ale ten był naprawdę szczęśliwy. I od tego dnia, czy biegli szybko, czy powoli, Sonic i Pip byli najlepszymi przyjaciółmi. Bo największa przygoda nie zależy od prędkości. Liczy się to, kto biegnie obok ciebie.
