1Słońce wstało jasno i złociście nad Green Hill Zone, malując pofałdowane łąki w odcieniach szmaragdu i złota. Zakręty gładkich torów wiły się przez wzgórza jak śpiące wstążki, a drobne niebieskie kwiatki kiwały się w cieple porannego wiatru. To było najpiękniejsze miejsce na świecie — a Sonic the Hedgehog kochał każdy jego zakątek. Sonic stał na najwyższym wzgórzu, a jego czerwone trampki wbijały się w miękką trawę
2, a bystre zielone oczy wpatrywały się w horyzont. Jego niebieskie kolce lśniły w słońcu. Uśmiechał się swoim słynnym uśmiechem — tym, który mówił wyraźnie: dzisiaj będzie wspaniały dzień. Wtedy przez łąkę przetoczył się dźwięk — głębokie, mechaniczne zgrzytanie, które zatrzęsło dzwonkami polnymi i wystraszyło motyle prosto do nieba. Uszy Sonica drgnęły. Ten dźwięk nigdy nie zwiastował niczego dobrego
3. Wysoko na niebie Dr. Eggman unosił się w swoim okrągłym, czerwonym Egg Mobile, a jego ogromne wąsy zawijały się w złośliwy uśmieszek. Pod nim szeregi robotów maszerowały przez łąkę, a w ich stalowych klatkach małe zwierzątka tuliły się do siebie z przerażeniem w oczach. — Teraz nikt mnie nie powstrzyma! — ryknął Eggman, a jego śmiech dudnił jak grom. — Każde zwierzątko z Green Hill Zone zasili moje maszyny
4, a ten upiorny jeż nic na to nie poradzi! — Ale nawet kiedy jego głos odbijał się od wzgórz, Sonic już był w ruchu — błękitna smuga zjeżdżała z pagórka, a wiatr świstał mu przy uszach. Sonic zatrzymał się tam, gdzie pod palmą majsterkował Tails. Miles „Tails” Prower spojrzał w górę swoimi wielkimi bursztynowymi oczami, a dwa puszyste ogony poruszały się wesoło za nim
5. — Śledzę roboty Eggmana na moim skanerze — powiedział Tails, pokazując niewielkie migające urządzenie. — Są podzieleni na trzy grupy na całej strefie! — Trzy grupy? — powtórzył Sonic, zaciskając pięści. — Dobrze, że mamy wsparcie. Zza zakrętu, wzdłuż czerwono-paskowej ściany kanionu, wyszedł Knuckles the Echidna, z założonymi rękami i kołyszącymi się dredami. Jego nabite kolcami pięści były gotowe, a fioletowe oczy skoncentrowane
6. — Widziałem już grupę robotów przy wodospadzie — mruknął. — Kraboboty. Masa ich tam. Sonic uśmiechnął się do przyjaciół. — Knuckles, ty zajmij się wodospadem. Tails, leć nad nami i wypatruj tych, których przeoczymy. Ja biorę główną drogę przez środek. Gotowi? Sonic rzucił się naprzód niczym niebieska kometa
7. Biegł po krętym torze tak szybko, że nogi zamieniły się w rozmazaną smugę, a wiatr śpiewał mu w uszach. Rząd robotów Moto Bug turlał się po ścieżce — nawet nie zauważyły, że Sonic nadchodzi. Jeżyk zamienił się w ciasną kulę-spin i przebił się przez nie z deszczem iskier i śrubek. Klatki otworzyły się z hukiem, a ze środka wypadła grupka królików i wiewiórek, wesoło mrugając w słońcu. — Jesteście wolne
8! — zawołał Sonic, już pędząc do kolejnego celu. Przy wodospadzie Knuckles stanął twarzą w twarz ze ścianą Krabobotów — wielkich, klekoczących maszyn z kłapiącymi szczypcami. Ale Knuckles nie drgnął. Mocno się zamachał, zamierzył się i uderzył pierwszego Krabobota tak, że poleciał wirując prosto w wodospad z wielkim pluskiem. Po kolei rozbił wszystkie maszyny na iskry i kawałki metalu
9. Wtedy klatki zagrzechotały i wyskoczyła z nich gromada małych jeżyków i ptaków, radośnie ćwierkając. Knuckles spojrzał na nie, na chwilę złagodniał i cicho powiedział: — Jesteście już bezpieczne. Wysoko nad strefą Tails zakręcił swoimi ogonkami jak śmigłami helikoptera i uniósł się nad Green Hill Zone. Wypatrzył ostatnią grupę — latające roboty Buzz Bomber z klatkami podwieszonymi pod spodem. Tails zwinął ogony
10, zanurkował i chwytał jedną klatkę po drugiej, ostrożnie znosząc każde zwierzątko na ziemię. Potem śmignął jeszcze raz przez powietrze, wirując ogonami i rozpraszając Buzz Bombery na wszystkie strony. — Mamy komplet! — zawołał uśmiechnięty Tails, gdy małe ptaszki wyskakiwały z klatek i radośnie szybowały po niebie. W swoim Egg Mobile Eggman był wściekły
11. Jego okrągła twarz poczerwieniała jak płaszcz. — NIEMOŻLIWE! — ryknął, wciskając guziki w panelu sterowania. — Skoro wolecie trudne warunki, to zaraz je dostaniecie! — Z dna Egg Mobile wysunęła się ogromna maszyna — Egg Roller, olbrzymia, kolczasta kula wielkości domu, która z hukiem pędziła na Green Hill Zone. Ziemia się trzęsła. Drzewa się kołysały. Uwolnione zwierzęta rozbiegły się ze strachem
12. Sonic zatrzymał się gwałtownie i spojrzał na ogromną maszynę toczącą się przez łąkę. Na jego twarzy dalej gościł uśmiech. Tails wylądował obok niego. Knuckles dobiegł, trzasnął pięściami. — Razem? — zapytał Sonic. — Razem — odpowiedzieli Tails i Knuckles. I to wystarczyło. Sonic zwinął się w spin-dash, gotów do startu. Tails złapał go i napędził wirowaniem ogonami
13, zamieniając ich w wirujący niebieski cień. Knuckles wyskoczył w górę i wycelował swoje potężne pięści w błyszczący słaby punkt maszyny pod spodem. Wszyscy troje trafili idealnie w tym samym momencie. Rozbłysk iskier rozświetlił niebo — a Egg Roller rozpadł się w widowiskowej eksplozji światła i metalu. Egg Mobile Eggmana wybujnęło w górę, wykonało trzy dzikie korkociągi
14, i pofrunęło daleko jak źle wystrzelona rakieta. Wściekły wrzask Eggmana zamienił się w cichy pisk, gdy znikał za horyzontem. — PRZEKLINAM CIĘ, SOOOONIC! — Potem zapanowała cisza — a zwierzęta z Green Hill Zone wróciły tłumnie, otaczając Sonica, Tailsa i Knucklesa radosnym piskiem, ćwierkaniem i wiwatami. Mały ptaszek usiadł prosto na nosie Sonica
15. Tym razem najszybszy jeż świata nie poruszył się nawet o milimetr. Green Hill Zone lśniło w popołudniowym świetle, każda źdźbło trawy jaśniało, każdy kwiatek kiwał się w wietrze. Sonic roześmiał się — głośno, ciepło i od serca. Tails śmiał się razem z nim, a ogonki wirowały z radości. Nawet Knuckles uśmiechnął się szeroko — a to naprawdę rzadki widok. Sonic rozłożył ramiona
16, spojrzał na lśniące wzgórza, potem zwrócił się do przyjaciół. — To co, powtarzamy jutro? — zapytał. Tails uśmiechnął się szeroko. — Zawsze. Knuckles wzruszył ramionami — ale uśmiech nie znikał z jego twarzy. I z okrzykiem oraz błękitną smugą Sonic the Hedgehog pognał dalej, mknąc po pętli, z wiatrem w plecy, przyjaciółmi u boku i całą Green Hill Zone lśniącą złotem pod słońcem.
