1Stara stacja na wsi pachniała koniczyną i dymem z węgla. W ostatnich promieniach złotego światła Tomcio wtoczył się na peron, a Piotruś po cichu zajechał tuż za nim.
2"Spójrz, Piotrusiu!" – zawołał Tomcio, a jego okrągłe oczy rozbłysły szeroko. – "Latarnie na peronie właśnie się zapalają!"
3Tomcio nie mógł się doczekać. – "Następna będzie ta daleka — nie, ta bliska — nie, jestem pewien, że teraz daleka!" – kołysał się podekscytowany na swoich kołach.
4Piotruś milczał. Po prostu patrzył. Jego szerokie oczy wolno przesuwały się — bliska lampa, daleka lampa, bliska lampa, daleka lampa — śledząc wzór jak równy, spokojny rytm.
5Tomcio znieruchomiał. Latarnia rozbłysła blisko, potem daleko. Blisko. Daleko. Blisko. Daleko. Wzór był tam, spokojny i nieśpieszny, jak oddech.
6"Och," wyszeptał Tomcio bardzo cicho. Jego oczy zrobiły się miękkie.
7Tomcio prześledził wzór w myślach: blisko, daleko, blisko, daleko — a ostatnia zapalona lampa była bliska.
8"Daleko," powiedział Tomcio. Nie krzyknął. Wyszeptał to prawie do siebie, jak pytanie zmieniające się w odpowiedź.
9Ostatnia daleka latarnia rozbłysła ciepłym złotem. Piotruś się uśmiechnął swoim szerokim, radosnym uśmiechem.
10Tomcio też się uśmiechnął. Oba parowozy siedziały razem na torach, patrząc jak złoty blask rozlewa się nad pachnącym koniczyną wieczorem. Żaden z nich nie spieszył się, żeby odjechać.
